Sunday, 12 July 2009

...

Tego dnia nie moglem zebrac juz mysli. Cala rodzina poszla na cmentarz na moj grob, a ja probowalem przebrnac przez to co uslyszalem. "To nie jego". A czyje? Wykrzyczalem pytanie ale nie odpowiedziala mi. Uznalem, ze to wszystko jak zly koszmar. Najpierw przymusowa smierc i egzystencja w tym dziwnym stanie, a teraz to. Ze swoja egzystencja moglem sie zaczac godzic. Tak jak ze smiercia Michela Jacksona. Ale zeby ze zdrada? Pomocy! Po co ja wogole mysle, po co ja tu jestem.

Saturday, 6 December 2008

***

Wiele ogladalem filmow gdzie ludzie funkcjonowali jako duchy. Ale zeby samemu tego doswiadczyc. Nigdy. Przenigdy. Spedzilem kolejne kilka godzin na przekazaniu mojej zonie, ze jestem ze mi nic nie jest. Ale to bylo bezcelowe. Z minuty na minute zalowalem, ze nie przygotowalem sie na taka mozliwosc. Tyle razy sie odgrazalem jej w klotni, ze jak tylko mi sie cos stanie to bede ja straszyl. Tyle razy to powtarzalem, ze w koncu sie stalo. Czy ja zawsze musze cos spieprzyc. Bylem przy niej. Nie moglem jej jednak pomoc. Trzasla sie gdy wkladala moje ulubione spodnie dzinsowe, bluzke na ramiaczkach i ta czarna kurtke. Nie pomalowala sie. Tylko dzwonila. Do mamy, moich rodzicow, do kolezanki Gosi, i jeszcze kogos. Nie wiem do kogo. nie moglem patrzec. Jej bol przerazal mnie. Jej powstrzymywanie lez doprowadzalo mnie do rozpaczy. Moje juz martwe serce pekalo. Rozdziralo sie na kawalki zeby potem jeszcze eksplodowac. Dlaczego. Dlaczego musiala tak cierpiec. Nie raz nie dwa moje zachowanie i poczynania doprowadzaly ja do skraju rozpaczy, nie raz plakala przeze mnie. Ale nie tak. Chcialem ja przytulic, ale nie moglem. Tak jak wtedy gdy dowiedziala sie ze chce odejsc Odejsc bo nie moglem wytrzymac. Poprostu uciec. Nie mogla mi wytlumaczyc. Nie mogla mnie powstrzymac przed zrobieniem tego najgorszego. Byla wtedy w ciazy. Nasz syn jeszcze sie nie urodzil, zreszta to miala byc coreczka - Zuzia. Teraz gdy tak plakala, nie moglem jej znowu jej pomoc. No a wydawalo sie, ze nasze zycie sie uklada. Praca, dom kochajaca sie rodzina dumna ze swojej pociechy. Jasne troche zgrzytalo. Ale jak to w malzenstwie. Nawet nauczylismy sie rozmawiac. Porozumiewac. No dobrze wymieniac opinie. Widzialem tez ze z dnia na dzien staje sie twardsza. Moja niegdys Zoneczka stala sie zona, kobieta. Jasne ze zachartowalem ja. Zycie ze mna hartuje. Moga to powiedziec wszystkie kobiety ktore spedzily ze mna wiecej niz jedna noc. I co najlepsze, zawsze na tym dobrze wychodzily. Ja za to zawsze popadalem w nalogi, depresje otepienie. Trwalo to propocjonalnie do stazu zwiazku i zaangazowania mojego. Ale teraz mialem juz nie byc z nia, a nie powiedzialem jej wszystkiego co chialem.
Zona ubrala sie i wyszla, w domu zostala kolezanka pilnowac syna. Jako duch nie wiedzialem czy mam isc za nia czy jakas sila woli bede sie przenosil tam gdzie ona. Ku mojemu zdziwieniu przenioslem sie w jakies czasoprzestrzeni i znalazlem sie w szpitalu o godzinie 2 popoludniu. Zaraz to jakies 17 godzin. Stracilem 17 godzin to nie sprawiedliwe.
Jakis mlody lekarz w blaym mocno wykrochmalonym fartuchu stal naprzeciwko mojej zony. Tlumaczyl jej przyczyne mojejgo zgonu. Jakis tetniak, ktory pod wplywem uderzenia doprowadzil do wylewu i zejscia. Co za bzdury ja nie mialem czegos takiego. Czulbym. Przewidzialbym i poszedl do lekarza. Ale bzdury.
- niestety to byla bezposrednia przyczyna. Musze jeszcze pani cos powiedziec. Pani maz posiadal zaawansowany stan rozwoju watroby. Podczas sekcji zdjagnozowalismy raka zlosliwego. To cud ze jeszcze nie odczuwal z tego tytulu dolegliwosci,
Cud. Co on bredzi. no chodz zaraz ja ci pokarze cud.
- Panie doktorze a czy te testy ktore pan zrobil dla mnie sa juz gotowe. W moim stanie boje sie zeby cos sie nie stalo.
- Prosze sie uspokoic wszystko jest w porzadku. Nie musi sie pani martwic o dziecko...
Dziecko. o czym o ni gadaja. Jakie testy. Dziecko, kto jest w ciazy. Moja watroba ?
- Prosze brac dotychczasowe lekarstwa.
Oni sie znaja. Jak? nie znam tego lekarza. Nasz rodziny lekarz, imeinia nie pamietam, pochodzil z Filipin czy z tajwanu. No i napewno tak nie wygladal. o co tu chodzi?
Nie uzyskalem odpowiedzi. Przenioslo mnie teraz kilka dni pozniej. Bylem w pokoju z moimi rodzicami i zona. Synek bawil sie swoimi PowerRengersami. Ale uwaznie obserwowal babcie, dziadka i moja zone.
Moja mama. Ta kobieta nigdy nie zna umiaru. Cos po niej mam. Teraz blada jak sciana, trzesla sie jak galareta. Bylo mi jej szkoda. Ale nie tak jak mojej zony. Zawsze nie moglem zrozumiec czemu swojej mamie nie potrafilem okazac uczucia. Kobieta kochala mnie ponad zycie. Bylem jej powietrzem. A jednak przez swoja nadopiekunczosc, nadgorliwosc oraz nadczulosc w wieku dojrzewania wyrobila we mnie poczucie odepchniecia. Poczucie jakie wyrabia w tobie ogladanie biednego kundla na lancuchu. Z daleka strasznie go zalujemy ale juz zeby go poglaskac to brzydzimy sie czy mamy odraze. bo brudny, moze nieszczepiony a wogole to nie moj pies i nie moja sprawa.
- Uspokoj sie - wymamrotal ojciec. Po nim ciezko bylo poznac ze cos przezywa. Zdradzaly go matowe oczy i trzesaca sie broda. Tak to jego znak rozpoznawczy i rodzinny. Ja tego nie odziedziczylem, zreszta wielu cech jego niestety nie odziedziczylem. Byle raczej jak ten kundel na lancuchu.
- Babciu nie placz, czemu ty placzes - dolaczyl sie moj synek. - czy pobawisz sie ze mna, albo nie lepiej opowiedz mi jakas smiszna historie. o tym kotku co go spotkalas. - podyrygowal moj madralinski. Dziwne ze od samego poczatku swojego wyslawiania zawsze uzywal takich slow ktore umialy docierac do innych a rownoczesnie zaskakiwac. Wroze mu ze zostanie jakims przywodca. musi tylko byc bardziej smialy.
Babcia kolejny raz sie rozplakala a maly stracil zainteresowanie. Moja zona poprosila go zeby wyszedl do swojego pokoju.
- Co teraz zrobisz - zapytala mama przez lzy. znam jej ten ton. to oznaczalo daj mi odpowiedz bo nie poczne kiedy nie zrobisz tak jak ja chce. Ja tez tego czesto uzywalem. Moja zona tego strasznie nie lubila. Wiec miala matka to na co zasluzyla
- jestem w ciazy - poinformowala, dosc oschle
Ojciec i matka zamarli. Chyba tego to juz im za wiele zaraz im serca popekaja.
- o czym ty mowisz dziecko - zapytala matka nie wiedzac czy plakac czy lametowac,
- jestem w 4 miesiacu ciazy - odparla zona
Przez najblizsze 10 min zapanowalo milczenie
W koncu ojciec sie zreflektowal i podszed do zony i ja pocalowal w czolo. Objal ja ramieniem.
- To niesamowite, sebastian o tym wiedzial - zapytal
Zapadla moze minuta milczenia, ale trwala chyba dluzej. Pewnie, ze nie wiedzialem. gdybym wiedzial nie wybieralbym sie na tamten, a raczej ten swiat. 4 miesiac. Boze kiedy. Przeciez sie zabezpieczalismy no i wogole to uwazalismy. A poza tym to 4 miesiace temu to bylem na delegacji kilka tygodni.Wlasnie na delegacji. to pewnie po niej. Nie nie mozliwe przeciez wtedy poklocilem sie z nia o te smsy na moim telefonie. Od bylej ex. No co napisalem tak z ciekawosci. A ona juz odrazu to zinterpretowala. Ale jak nie po to kiedy...
- Ale to dziecko nie jest jego...

Thursday, 6 November 2008

***

Wracając do domu jeszcze przez chwile zastanawiałem się krok po kroku co jej jutro powiem. O wielkim zawodzie o mozliwosciach jakie nas mogly czekac o tym ze bardzo mnie zranila a moze poprostu zapytam co u niej. W drodze powrotnej do domu musialem spedzic jakies 2 godziny w autobusie, co mi dawalo konfort rozmyslan. Droga powrotna zawsze byla dla mnie bardziej atrakcyjna. Autobus przebijajacy sie drogami na wpolprzemyslowego Glasgow, miasta o dwoch obliczach - przemyslowego oraz pretendujacego do miana metropoli rozrywki i kultury, miasta dwoch religii - protestnatyzmu i katolicyzmu, miasta - gdzie 28 letni cpun o wygladzie emeryta w dresie lacosta spotyka sie z 85 letnim wysportowanym i tanczacym mezczyzna w garniturze boss’a
To miasto zawsze mnie fascynowalo, przyciagalo jak kiedys butelka pepsi coli wystawiona w sklepie spozywczym. Cokolwiek tu przezywalem wiedzialem, ze nie tylko ja to odczuwam Cokowiek w nim zrobilem wiedzialem ze inni moi rodacy przechodza to samo, ale zawsze czulem sie wyjatkowo, jedynie i niepowtarzalnie. Szczegolnie dla tych z Polski.
Czas w autobusie mi uplywal na przemysleniach gdy, nagle z kabiny kierowcy dalo sie uslyszec siarczyste “kurwa mac”. Autobus zachamowal na srodku skrzyzowania. A wszyscy pasazerowie polecieli w ten albo inny sposob do przodu, potracajac wozki, sasiadow czy psa. Glowa uderzylem w porecz kolo okna. zdarzylem jeszcze pomyslec, ze mialem racje ze kierowca jest polakiem i przeklnac na zbyt nisko umieszczone porecze w autobusa. Stracilem przytomnosc
Ocknalem sie w momencie gdy wynoszacy mnie na noszach sanitariusze pokrzykiwali do kierowcy karetki zeby blizej podjechal. Ciemnoskory kierowca nic z tego szkockiego pokrzykiwania nie rozumial i wolal przerazliwie “what, what”. Przy wyjsciu z autobusu stal kierowca razem z policja, a reszta moich z powodu ulewnego deszczu(normalna pogoda o tej porze w Glasgow) wspolpasazerow stala skupiona pod niewielka wiata autobusowa z napisem “High Street”. Acha to do domu jeszcze 15 min - pomyslalem i znowu stracilem przytomnosc.
To co dzialo sie dalej pamietam jak przez mgle. Tak ponoc sie mowi jak twoja pamiec chce wymazac wspomnienia lub wydarzenia z przeszlosci. To jak szybki film z powyrywanymi watkami. Jak podroz pociagiem, ktora pod wplywem snu zmienia sie w kalejdoskop obrazow zza okna.
Widzialem i czulem miejsce gdzie bylo strasznie sterylni, szafy i drzwi byly koloru metalicznego. To miejsce bylo bardzo zimne. Przerazliwie zimne. Na moim duzym palcu kartka z napisem “SABEASTIAN ENTOLAK”. Bylem nagi, do cholery nagusienki. Czulem tez, ze nie jestem sam. Potem bylo juz lepiej. Bylem juz ubrany, przy mnie zona, matka, ojciec. Czulem ich dotyk dloni. Mile uczucie szczegolnie wtedy. Gdzies w oddali slyszalem glos mojego synka. Jak zwykle zadawal pytania. Czy dostal odpowiedz nie wiem. Potem bylo ciemno, a potem sobie pomyslalem ze musze sie obudzic z tego snu i wstawac do pracy. Zamiast tego znalazlem sie w tym samym autobusie. W tym samym momencie gdy kierowca uzyl sowjej siarczystej polszczyzny. Tak samo wszyscy przemiescili sie do przodu pod wplywem gwaltownego hamowania. Tym razem jednak stalem w innym miejscu i jedynie wpadlem na sliczna blondynke ubrana na czarno. Usmiechnalem sie do niej ale nie otrzymalem wzamian tego samego. Jedynie jakies wyzwisko cos o polish bustard. Ale to nie do mnie to do innych. Cos sie stalo na przodzie bo kobieta w przyciasnej niebieskiej koszulce zaczela krzyczec przerazliwie. Ludzie zaczeli gromadzic sie nad czyms tak ze nie moglem nic zauwazyc. Zreszta nie interesowalo mnie to. dalej myslalem o swojej pozycji jutrzejszego dnia. co jej powiem...
Za tlumem wypychajacym sie z autobusu wylecialem na ulice nie dostrzegawszy co tam zostalo na podlodze. Co spowodowalo przyjazd karetki i policji ? Kto o to dbal. Wiata autobusowa wskazywala wyraznie ze jestem na “High Street”. Cholerne 15 min do domu ale w ten deszcz nie ma szans isc na piechote a najblizszy autobus w tym korku spodziewac sie mozna okolo godziny czasu. Powrot do domu zawsze nie byl latwy.
Nie byl latwy, bo nie wiedzialem czego sie w nim moge spodziewac. Od swojej malzonki. Moze tym razem znowu bedziemy miec ciche dni. Moze zaczniemy rozmawiac, a moze bedzie poprostu spala. Moja malzonka lubila spac. Moze to bylo zmeczenie a moze poprostu dawalo jej to szanse schowania sie w snie przede mna. Kiedys probowalem do niej mowic podczas jej snu. Zawsze reagowala nerwowo. Pewnie nie spala.
Caly zmoczony wrocilem do domu. A wlasciwie wynajetego mieszkania zaadaptowanego na warunki “domu”. 3 pokoje dosyc przestronne, jedna toaleta z prysznicem oraz kuchnia w ksztalcie wagonu, tak pociagla ze wagon “wars” przy niej to tylko przytulne lokum. Za wynajem placilismy polowe mojej pensji. Za te warunki to i tak nie wiele no i jakies warunki. Bo mieszkalismy sami.
W domu bylo ciemno, z pokoju goscinnego dobiegal blas wlaczonego telewizora. sciagnalem buty, plaszcz i wszedlem do pokoju syna. spal. Lubie nasluchiwac jego oddechu. Zanim sie urodzil nasluchiwalem oddechu swojej malzonki. Wtedy duzo mialem przemyslen. A jej oddech mnie uspokajal. Gdy urodzil sie syn dlugo nie moglem sie pogodzic ze moje rozmyslania zakloca placz dziecka.I fakt ze moja malzonka teraz oddycha rowno z Nim a nie ze mna. Potem przestalem sie tym przejmowac i zaczalem uczyc sie jego oddechu. Mial gleboki i pelny oddech. Mozna bylo spokojnie pomyslec. Dotknalem jego czola. przekrecil sie na druga strone i probowal zlapac moja dlon. nie chcialem mu na to pozwolic bo wiedzialem ze bede musial spedzic kolejne 15 min nad stanie przy jego lozku. a nie mialem na to na stroju. Wazne ze spal. Tesknilem za nim na swoj sposob.
W sypialni malzenskiej bylo ciemno. Spala. Moja malzonka byla pograzona w gleboki snie o 9 wieczorem. Wzialem gleboki oddech i westchnalem. Dobrze ze nie uslyszala. poszedlem do kuchni, otworzylem okno i zapalilem papierosa. W oknach naprzeciwnej kamienicy zycie zaczynalo sie dla moich sasiadow. Krzatali, prali, gotowali, kochali, tanczyli, przytulali sie. Skpnczylem papierosa. umylem zeby i polozylem sie w moim malzenskim kingsize lozu. Duzo miejsca na wieczorne rozmyslania.
Ostry dzwiek telefonu mojej zony wytracil mnie z jakies czelusci mysli, zaswiecila lampke nocna i odebrala telefon.
- kto do cholery o tej porze dzwoni do ciebie - burknalem pod nosem i przekrecilem sie na bok
- Yes, speaking - jej glos brzmial na zaskoczony
- pewnie z banku jakiegos, bo cos nie zaplacone, ale o tej porze
- Soorr yy - jej glos zadrzal, a wlasciwie to brzmial jak pisk opon samochodu
Podnioslem sie. Jej dlon na telefonie drzala. Oczy zrobily sie wielkie. telefon upadl na podloge. Co jest do cholery.
Zerwala sie i jeszcze raz siegnela rekoma po telefon. Probowala wykrcic jakis numer. Nie reagowala na moje pytania. czulem sie poirytowany. Jak ja mam byc dobrym mezem jak ona nie chce ze mna rozmawiac. Jak moge do niej dotrzec. Co z tego ze wczoraj i ostatnie kilka dni mielismy ciche dni. Ale sie martwie o nia. co sie dzieje - zapytalem
- Taattoo ... Sebastian ... boze ... w autobusie - nie rozumialem, sadze ze ojciec tez. Trzeba ta farse skonczyc gwaltownie chwycilem ze jej dlon z telefonem. Nie wiem co sie stalo ale to nie przynioslo skutku. Moja dlon doslownie przeleciala przez jej dlon.

***

- Czy tak witasz zawsze gości – słyszałem ponaglający głos Mr C. Oprzytomniałem i wyciągnąłem rękę w kierunku zjawy jak mi się zdawało. Nie potrafię tego inaczej nazwać, ale była tak zjawiskowa, tak nieuchwytna i tak znajoma, że zapomniałem, że właśnie mi miał przypaść zaszczyt witania gości w imieniu załogi. Jej dotyk dłoni i uśmiech całkiem mnie obezwładnił. To było tak dawno. Za dawno. A ona zadawała się w ogóle nic niezauważyć. Jakby mnie nie było. Teraz i te 12 lat temu.
- Brawo my Friend brawo- zachwycał się włoski gość. Towarzystwo z nim przybyłe zniknęło w gabinecie. I dało się tylko usłyszeć – Brawo, Brawo … - Moi współpracownicy wrócili do swoich biurek. Tylko ja stałem na środki, a uświadomiłem sobie to dopiero gdy Paul głośno chrząknął. Co oznaczało – wracaj do roboty. Ale nikt nie miał zamiaru pracować, a na pewno nie ja. Pamiętam ją. To przecież ona nikt inny nie mógł być tak podobny do niej. Wiem, zdażało mi się już popełniać pomyłki. Tak jak tą 8 lat temu w autobusie w Opolu. Biedna dziewczyna, którą o mało nie pocałowałem chciała wołać po policję, twierdząc że ją molestuję. Wielokrotnie też mi się zdawało, że mijam ją na ulicy albo w przejeżdżającym samochodzie. Zawsze to się zdażało kiedy o niej nie myślałem, kiedy wiedziałem że już wszystko stracone. Tym razem też straciłem nadzieję. I to dobre kilka lat temu. A jednak wróciła i to na pewno był moja pierwsza miłość. Młodzieńcza i szczera. Tak jak każdy chce pamiętać i taka niespełniona.
Do końca dnia nic już nie zrobiłem. I już jej też nie widziałem. Miałem całą noc na przemyślenie mojej sytuacji i tego co jej powiem za drugim razem. Bo przecież nie mogę tego tak zostawić i pozwolić, żeby nie powiedzieć jak to się stało że ja jestem tutaj, co robię i kim jestem. A może jej to nie interesuje. A może już to przeszłość. Tak jak wysyłanie kartek na urodziny albo zbieranie znaczków. To było 12 lat temu. Wtedy za szczyt techniki uważano video na moim podwórku a dzieciaki bawiły się w wojnę. Były piaskownice i były rowery Wigry. Czasami ktoś miał buty adiddasa albo spodnie marki Lee. W telewizji puszczano Dynastię i pierwsze odcinki Mody na sukces. No i to wtedy dowiedziałem się poraz pierwszy, że mam wujka w UK.
Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Postanowiłem powiedzieć.

Wednesday, 28 May 2008

***

Było już późne popołudnie, gdy po którymś z kolejnych wyjść na balkon zauważyłem migająca ikonkę polskiego polularnego komunikatora Gadu-Gadu. Tak te jedyne oprogramowanie na moim kompuerze było wyłąćznie dla mnie. Bo nikt nie rozumiał po polsku. Spośród innych pootwieranych dokumentów teraz ta jedna ikonka migała na pomaranczowo. Ktoś probował coś mi zakomunikować. Na pewno nie była to moja żona, która używa GG do informowania mnie, co muszę kupić, co nie zostało zapłacone albo, że jej się poprostu nudzi. Tym razem miałem wrażenie, że to był ktoś kto tak naprawdę chce mi coś ważnego zakomunikować.
Usiadłem przy komputerze i kliknąłem.
- Jestem..-widoczny był napis, no fajnie, ale kto. Od czego jest jednak mechanizm wyszukiwania w tym doskonalym pożeraczu czasu, jak zwykle mawiał moj znajomy informatyk. Opcje, wyszukaj, wyswietl profil. Musiałem przybrać dziwny wyraz twarzy, gdyż Paul zareagował natychmiast.
- W porzadku, znowu sie nałykałes za dużo kawy - Nie to nie była kawa. Serce biło mi tak mocno, a recę nie przestawały drgać, nawet nie zauważyłem kiedy zaczęły. Poprostu byłem cały rozdygotany. I blady. Zauważyłem to gdy wychodziłem na balkon. Pochyliłem sie nad poręczą, to co tam na dole było stało sie jedną plamą. Wszystko zmyło sie do jednego pomaranczowego punktu. “Jesteś tam też?” brzmiało kolejne pytanie na komunikatorze. Chyba tak brzmiało bo stało się to na chwilę za nim straciłem swiadomość.
Coś zimnego i zapachu kawy znalazło się na mojej twarzy. Tak to była Paula niedopita kawa a on stał nade mną z wyrażnym zadowoleniem. Pewnie dlatego, że mógł pozbyć się swojej kawy i poprosić naszą sekretarkę o kolejny kubek. W koncu uratował mnie od utraty całkowicie zmysłów.
- Zwariowałeś - zraczej stwierdził niż zapytał, czy ja zwariwoałem nie wiem. Może.
Sonia - sekretarka i jaj pakistanska pomocnica Ashia znalazły się za plecami Paula. Właściwie z biura na balkonie znaleźli się prawie wszyscy. No oprócz ryżawego Jamsa. Ale ten był właśnie na chorobowym. Paul podał mi rękę i pomógł wstać. Moja niebieska koszula i dopasowany czarny krawat jeszcze ociekał kawą.
- To ty zwariowałeś, kawą ... - odburknąłem i wróciłem do swojego biurka. Nie odważyłem się jeszcze popatrzyć na komputer. przekładałem papiery i wycierałem papierowym ręcznikiem swoja twarz i koszule.
- To tylko chwilowe, nic się nie stało, pewnie za dużo swieżego powietrza. A ja użyłem kawy bo nic nie miałem pod ręką. - probował się wytłumaczyć Paul. Wszyscy wrócili do swoich zajęć. Telefony na nowo się rozdzwoniły. Paul zamówił kolejną kawę a ja spojrzałem na ekran. Ciemny ponury cos ukrywający pod swoją czarną powłoką wygaszacza. Wystarczyło poruszyć myszką, żeby się dowiedzieć co. Nie znalazłem odwagi. Do końca dnia robiłem wszystko, żeby nie użyć go. ułożyłem wszystkie projekty. Powyrzucałem stare zlecenia. posprzątałem w swojej ostatniej szufladzie w biurku z resztkami jedzenia. No i znalazłem czas, żeby porozmawiać z nową pomocą Ashią. Reszta dnia była już bez niespodzianek. Poprostu dzień w pracy minął. Minął wieczór. Bawiłem się ze swoim synem. Dawno tego nie robiłem. Byłem na spacerze. Pocałowałem swoją żone, czym wzbudziłem serię pytań - dlaczego?. Położyłem się do łóżka razem ze swoją ślubną. I mogłem stwierdzić, że byłem porządnym pracownikiem, facetem, ojcem, mężem. Ale czy JESTEM...
Następnego dnia już GG nie świecił. Może to i dobrze. Może w końcu nie będę myślał. Może nie będę wspominał. Może poprosty mnie nie było, dla tej z lad mlodści. Lepiej tak.
W naszym biurze zapanował ostatnio lekkie zamieszanie. Na wizytę mieli przyjechać partnerzy z włoch. byli bardzo ważni dla naszego Mr. C. - szefa. Uważał, że gdyby nie oni to byśmy nie mogli rozwinąć skrzydeł. Wszystkie projekty największe w naszym biurze były dzięki zleceniom właśnie Włochów. To dla nich zatrudniliśmy chłopaka, którego zadaniem było tylko i wyłącznie tłumaczanie opisów projektów. To dla nich nasz Mr. C. zmienił fanklub i kibicował drużynie Milanu.
- Uwaga wszyscy, jutro wpadaja do nas nasi przyjaciele z Włoch - oznajmił Szef
Paul tą informację skwitował cichym pierdnieciem, a w biurze zapanował lekki szum. Pierwszy raz będę miał możliwośc poznania sławetnych Włochów. Byłem ciekaw jacy są. Z opisów Paula nie wiele można się było dowiedzieć po za tym, że nosili dwurzędówki z pozłacanymi guzikami i smierdzieli czosnkiem. Chyba. Tak przynajmniej uważał Paul. Nasza sekretarka Sonia była odmiennego zdania, ale ona była po 50-tce i zawsze gdy była w pubie tańczyła z najstarszymi gośćmi tegoż przybytku.
Nadszedł dzień “D”. Nasz Szef latał jak z pieprzem, nie mógł sobie znaleźć miejsca. Sonia - sekretarka od rana spryskiwała się jakimiś perfumami z przeceny, czym przyprawiała o mdłości Paula, uczulonego na damskie perfumy. Paul popijał kawę. Reszta robiła swoje.
- Bounjourno Mia amica - zawołał tubalny głos w szklanych drzwiach biura. To Sergio Remo Crscenti, partner Mr. C. Był to człowiek niewielkiego wzrostu, o słusznych wymiarach wszerz. Ubrany w dwurzędówkę z pozłacanymi guzikami. W koszuli w kolorze delikatnego różu i złotymi sygnetami i łancuchem na szyi. Siwem, rzadkie włosy były dokładnie zaczesane do tyłu. Twarz w dziwnie pomaranczowo-brązowym kolorze świadczyła o sile wieku tego już 72-letniego człowieka. Pełni charakteru tego człowieka dodawała tubalny głos.
-Boinjourno principessa - zwrócił się do Soni. Ta w tym samym momencie wyciągnęła rękę i podbiegła do Sergio Remo. Ten podchwycił gest i na zmarszczonej dłoni sekretarki położył soczysty pocałunek. Tym samy doprowadził ja do spzamatycznego chichotu jakiego jeszcze nie słyszałem z gardła soni i nie chciałbym go słyszeć więcej.
Mr.C. wybiegł ze swojego biura na dzwięk głosu przybysza. Zaczał uzywać wcześniej wyuczonych słowek po włosku. Gość jednak machnał ręką
- Możemy rozmawiać po angielsku - stwierdził angielszczyzna z mocnym akcentem. Teraz miało nastąpić oficialne zaproszenie gościa na symboliczny obiad. Według Paula w asyscie Soni i chłopaka od włoskiego (jak on miał na imię?) Mr.C. i Sergio Remo opuszczą budynek. A w najbliższych kilku dniach, nasz szef będzie chorował na kaca.
tym razem jednak stał się coś co oderwało nawet Paula od popijania kawy i przeglądania papierów. Nawet z wrażenia popuścił cichego bąka.
- Chcę wam przedstawić mojego syna, z żoną. Przyjechali tutaj bo od przyszłego tygodnia będą mnie zastępować.
Mr.C. pobladł, Sonia jeszcze bardziej nabrała rumienców, Paul jeszcze głośniej pierdnął. Do biura weszła zapowiedziana para.

Taka krótka filmowa opowieść o tym co można znaleźć w Glasgow

Google